czwartek, 15 listopada 2012

WYNIKI CANDY


Kochane, mam ostatnio ustawiczny dead-line w pracy.Wciąż nie jem cukru,nie znaczy to ,że ubyło mi choćby pół deko,za to złośliwcy twierdzą,że ucierpiało moje poczucie humoru.
Poza tym zmieniłam miejsce pracy.Jeśli by poprzednią lokalizację porównać do Manhattanu,to teraz jest to coś jakby  Bronx,choć osobiście uważam ,że warszawska stara Praga ma potencjał londyńskiego Soho :)

A teraz konkrety. Odbyło się przed chwilką tzw."małe losu losu" i wyszło ,że zwyciężczynią jest
KONWALIOWA BOMBONIERKA.
No to czekam teraz na "kunkrety i jedziemy z igłą".


A pozostałym bardzo dziękuję za udział i odwiedziny.Cieszę się ,że wpadacie nawet jeśli ja chwilowo nie mogę być u Was aktywna  :)
pozdrawiam
Madzika

środa, 31 października 2012

Marzył m się fotel....



......niezbędny mebel dla kobiety spędzającej dzień na wysokich obcasach.

Kiedy zobaczyłam go w sklepie wiedziałam ,że to ten jedyny.



Błyskawicznej decyzji o kupnie pomogło zdarzenie rodem z jakiejś farsy.
Wyobrażcie sobie dwie rozgadane laski w sklepie,takie co to wszystko biorą do ręki i komentują po czym odkładają na miejsce.
Sprzedawczyni o wyglądzie Cruelli De Mon,śledzi je nienawistnym wzrokiem.
Kiedy wreszcie decydują się na zakup 5-iu jabłuszek z wystawy,ta zrobi wszystko by wreszcie sobie poszły.
Dostać się do wystawy to jednak nie lada sztuka,trzeba przesunąć kolumnę jońską,klatkę z ptaszkiem,parawan, mahoniowego tygrysa i milion innych bzdetów,no  i kiedy wreszcie prawie jest już u celu,a jej kościste palce dosięgają pierwszego jabłuszka, słyszymy głośny brzdęk i wielki szklany wazon ze sztucznymi chryzantemami ląduje na terakotowej  posadzce.
Następuje długa pauza w trakcie której przez głowę przelatuje milion myśli i scenariuszy dla możliwych zakończeń .
Sprzedawczyni myśli sobie zapewne "szlag,ostatni raz jestem miła !".
Upiardliwe laski-panika,co tu robić ,wiać czy stać ?
W końcu jedna z nich ( ta bardziej bezczelna i upiardliwa za razem) wychrypuje-"to może ja wezmę ten fotel jeszcze....."
Bo w końcu trochę czuje się winna ,ale nie na tyle by płacić za wazon ,którego przecież nie zbiła sama,własnoręcznie i "tymy rencyma".Nie che jednak by sprzedawczyni myślała ,że dla głupich jabłuszek po 2 zeta za sztukę zbiła wazon za '\2 miliony".

No i tym sposobem marzenia stają się rzeczywistością .Oczywiście wszystkiemu pomógł ślepy los ,albo jak kto woli przypadek.








pozdrawiam spowita w mrokach i wciąż z jabłkowym kacem.


Madzika

piątek, 26 października 2012

Na tamborku jak w życiu :) Zabawa lub cukierek

Ta praca chodziła za mną już od dawna.  Hafcik z domowym credo i motywami charakterystycznymi dla
mojego otoczenia.
Prawdziwym bodzcem do naciągnięcia płótna na tamborek było jednak to zdanie, dość przewrotne i niepozbawione wdzięku.:)
Same przyznajcie,że jest wręcz idealną tarczą na wszystkie perfekcyjne panie domu :)
Praca nie jest jeszcze skończona,prawdę mówiąc idę na żywioł i wciąż mam ochotę dodawać kolejne motywy,nic nie wyliczam, kompozycja dość swobodna,choć z zachowaniem równowagi   po obu stronach napisu.

Jeśli podoba Wam się ta praca i chciałybyście coś w podobnym klimacie zostawcie komentarz.

15.11 200112-losuję jedną osobę ,której wyhaftuję jej credo domowe z dwoma dowolnymi motywami.
kolorystykę,hasło oraz motywy ustalimy mailowo po losowaniu.
A teraz zasady :
1.zostaw komentarz.możecie napisać swoje credo jeśli macie już jakiś pomysł.
2.wrzuć jedno ze zdjęć na pasek boczny i podlinkuj je.
3.nie musisz być obserwatorem tego bloga,choć miło jak Jesteś :)
4.jeśli nie posiadasz bloga -zostaw swój mail w komentarzu.

A z mojej strony- po wylosowaniu jednej osoby zobowiązuję się do wykonania haftu do końca listopada czyli mam 2 tygodnie.
praca powinna dotrzeć do jednej z Was  na Mikołajki. (taką mam nadzieję :) )
Hafcik będzie w ramce bez szybki.
uffffffffffff.......może ktoś się zgłosi.

I to chyba tyle.




A teraz domowy chaos.....


pozdrawiam z samego centrum domowego bałaganu :)

czwartek, 25 października 2012

You can't buy happiness...

Dawno,dawno temu kiedy byłam szczupłą,wysoką blondynką (o.k. wysoka nigdy nie byłam...) odkryłam w USA inny rodzaj kafejek ,gdzie poza kawą serwuje się gościom dobry nastrój,nienachalną muzykę  i ogromny wybór lektur.
Dobra wiadomość jest taka ,że takich miejsc jest już bardzo dużo w Polsce,a zła -ŻE NIE JEM CUKRU.
No cóż albo rybki albo akwarium.
Karmię się zatem obrazkami i przede wszystkim przyjaciółmi ,bo przebywanie w otoczeniu ludzi nietoksycznych to najlepszy wybór w restauracji "Życie".
A z  miejsc w Warszawie polecam :
-"Lola's cafe"na Saskiej Kępie .- bajkowe muffiny we współczesnym, "dobrym" wnętrzu :)Na kawę i ciastko można przyjść z prywatnym lub nowo-poznanym psem ;) (foto z fejsa Loli.)
-"Wrzenie Świata" na ul.Gałczyńskiego (równoległa do Nowego Światu).-  księgarnio-kawiarnia,ciche miejsce w samym centrum.Miejsce na spotkanie,lub do pracy,jest się gdzie podłączyć :)Polecam herbatki imbirowe i napary z malin, oraz przeglądanie aktualnych nowości wydawniczych.Chłopcu przy kawiarce warto przypomnieć o podgrzaniu mleka,ale poza tym bosko.
-kawiarnia w Och Teatrze-(nie wiem jak ostatnie sztuki ,ale kanapki pani Janda ma świetne,zwłaszcza  na ciepło z kurczakiem...)Warto tam iść z żoną brata,która stawia herbatę i przegryzkę :).

Kochane, jak tam Wasza jesień ?
Moja zostawiła mi rudo-złotą pierzynkę na samochodzie.Patrzę na nią przez okno ,pisząc te słowa i liczę ,że ten obłoczek zatańczy z wiatrem zanim nacisnę guziczek od karty :)
buziaki
M.

wtorek, 2 października 2012

mała kawka i duża torba.


W sobotę łapałam się z   z Ewką na tzw. małej kawce.Ta szybka kawka przeciągnęła się do 4 godzin,w ciągu których przemaglowałyśmy wszystkie nasze ulubione tematy tj.porażające intelekt naszych dzieci,
szatańską urodę i  charakter mężów,inspirujące możliwości  i korzyści płynące z wykorzystania  dyni  i czerwonej soczewicy,wiodące newsy z pudla,czwartkowy wylot Ewki na Bali i stresujący przystanek w Singapurze,nasze nerwice i natręctwa, nasz self-attitude ;).
STRRRRRRRRRRRRasznie lubię Ewkę :)
Może dlatego,że tak bardzo się różnimy .
Ale mamy wspólną pasję 
TOREBKI :) .
Po kawie poleciałyśmy oblukać nową kolekcję w H&M "Blue Velvet"sygnowaną przez gorącą Lanę Del Rey.Ewa twierdzi ,że te pudrowo-różowe moherowe sweterki,bordowe, welurowe szpilki i grafitowe berciki, wyszywane perełkami kojarzą jej się z moim imagem.( Miło.Ewa jest chyba  dobrą obserwatorką. :).Bez problemu wskazała ciuchy które mogłyby się znależć w mojej szafie,a także te które już tam są :) )
Dla mnie tak kolekcja mocno nawiązuje do stylu bohaterek  Twin Peaks .(Pamiętacie ten serial ? Dla mnie kultowy).
Retro,sexy i bardzo kobieco.
Dziś jednak dla odmiany bardziej przypominam  agenta specjalnego FBI Dale'a Coopera-tweedy,spodnie w kolorze butelkowej zieleni,flanelowa koszula w kolorach ziemi, zero perełek,zero różu , no i zero sexu (zwłaszcza sexu, he,he:)
Za to  kolejna torba,jeszcze większa i też aniołkowa.
No i ma guzik z pętelką :)



buziak
madzika

poniedziałek, 24 września 2012

Torbiszonów nigdy dość ...


To prawda stara jak świat.     Butów i torebek nigdy nie jest za dużo. :)
Dlatego jesienny sezon szyciowy rozpoczęłam od szycia dużej "torby weekendowej" na moje zabawki robótkowe.W tygodniu nie zawsze jest czas na hafty itp...,a weekendy wiadomo....Dlatego gdy gdzieś wyjeżdzam lubię mieć już wszystko spakowane.
Teraz słów kilka o samej torbie.Krój prosty,z głowy ,cięty z ręki bez szablonu czyli na "łoko".Tkanina na torbę imitująca patchwork przepikowana na łączeniach łatek.
W środku ozdobna podszewka ,a pomiędzy wnętrzem i zewnętrzem tzw.  gruba ocieplinka dla dodania efektu przy pikowaniu.
Z przodu kieszonka z haftem wykonanym przeze mnie jeszcze w lipcu.Jeden z serii aniołków na każdy dzień tygodnia.Pamiętacie pozostałe aniołki ?
Duże,czerwone uszy to  paski do torebek,dostępne w każdej pasmanterii, dodatkowo "uślicznione" tasiemkami w maleńkie serduszka.
Małe uszy boczne szyte z tasiemek z nadrukami od Roksanki z bloga Retro Soap (ukłony dla przemiłej właścicielki :) ) i pasiastej krepy.
"Rozdziawienie" (cóż za profeska przeze mnie przemawia) wykończone lamówką szytą  ze skosu.



Bok......                                                                       i            tył.
Mój kącik  :)

No i "jesienności" w domku moim.




BUZIAKI
M

wtorek, 18 września 2012

sprawdzony sposób na jesienne smutki




 Cześć :)
       Chwilowo pogoda nas rozpieszcza.Ja jednak już myślę o tych szarych i smutnych dniach .Co roku robię sobie różne plany,co będę czytać,szyć lub haftować by ocalić swój umysł przed depresją.
Pod wieloma względami jesień jest mi bliska,zaprzyjażniam się z nią ,bo jak nikt inny przymyka oczy na jedzenie chleba z domowym smalcem,ba wręcz zachęca,no zjedz,zjedz kochana bo Cię wietrzyk zmiecie...he,he, dobre sobie..
Każdy ma swój sposób na chandrę: pieczenie ciastek,kojąca lektura,..
Mam taką książkę,do której wracam zawsze gdy poczuję pierwsze chłody,ze względu na treść..ale również na inspirującą stronę graficzną. Jest to książka fantastycznej ilustratorki Susan Branch.
"Autumn from The Heart of The Home"  -polecam Wam .A poniżej kilka obrazków z książki,a także nasz ostatni weekend na wsi.





Iwonko jak nazywa się ta dynia ?????Wstyd się przyznać,ale pomieszałam nasiona...

Plon niesiemy,plon...
Jak ustawić piątkę do zdjęcia,kto próbował ten wie ,że to wielkiwyczyn :)
A od lewej stoją Mania,Maciuś,Luna,Bobcia i Ptyń. :)



pozdrawiam
Madzika