poniedziałek, 10 września 2012

Od C do F czyli wrzucam szósty bieg

Nie da się czasu zatrzymać.Choć uparcie  próbujemy .Zwłaszcza te dobre chwile marynujemy w  słoikach wspomnień,by  na okres jakiś dłużej nieokeślony  pozostały z nami.
Bywa,że wspomnienia jak wino z wiekiem stają się lepsze,taka już chyba nasza ludzka natura żeby dobre doświadczenia z biegiem lat jeszcze uszlachetniać.
Najprawdziwsze wspomnienie to ta świeża dopiero co przeżyta przeszłość,która jednak z każdą chwilą umyka od prawdy obiektywnej.
Z resztą czy taka w ogóle istnieje ?

Tak mnie dzisiejszy poniedziałkowy poranek natchnął filozoficznie.Piękny poranek-dodam subiektywnie,z fajnym uczuciem bycia tu i teraz w najlepszym być może dla siebie momencie życia :)

Dzisiaj kolejny post z serii dalmackiej ,jednak nie zamierzam zanudzać WAs aż do Gwiazdki dlatego dziś przyśpieszam tempa w alfabetycznej wyliczance:)
Zacznę od żarcia tym razem ,bo to temat dla niektórych ciekawy,a ponieważ tych niektórych bardzo lubię to dlatego ukłon w ich stronę.
C jak czewapcziczi -małe kotleciki mielone,bardzo słone i  o mało być może zachęcającym wyglądzie ,tworzą niespotykanie udany duet z- uwaga-Ajwarem -pięknie czerwonym sosem z pieczonej papryki i bakłażanu ,jeśli do tego dodamy cieniutko pokrojoną czerwoną cebulkę i pieczone ziemniaki ,udany obiad będzie gwarantowany :) Ajwar jest również dobrym dodatkiem do serów i kanapek.
W sieci można znaleźć sporo przepisów na Ajwar,warto poczynić kilka słoików do domowej spiżarni :)
D -powinno być  jak Dalmacja,którą zachwycam się teraz do wyrzygania (przepraszam za tą wulgarną dosadność),ponieważ jednak jest to blog a nie publikacja która musi trzymać "fason",będę pisać o tym co mi aktualnie w duszy gra ,czyli o dzieciach .
Dzieci to temat rzeka ,w podróży to rwący potok w którym nie wiesz co Cię czeka .
Są ludzie którzy na dzień dobry rezygnują ,planując urlopy-czyli czas na odstresowanie ,oddają dzieci do rodziny,oczywiście nie potępiam,ale też nie popieram:D





I choć podróżując, nie raz i nie dwa miałam ochotę swoje dzieci zostawić na postojach przy autostradzie i jechać ze swoim przystojnym eN w szaloną podróż niczym bohaterowie gangsterskich filmów drogi, to jednak gdzieś tam na samym dnie tli się we mnie to małe ,wredne poczucie odpowiedzialności za gady na własnej piersi wyhodowane  :D
Nie powiem były chwile,kiedy wchodząc do niesamowicie uroczej uliczki w porcie z majaczącymi w tle leniwymi żaglami jachtów,gdzie stoliki kafejek stoją przy samym brzegu,masz wrażenie ,że jeden nierozważny wychył siedzących przy nich ludzi zakończy się kąpielą, jest tak cudownie,uroczo i dekadencko  i właśnie wtedy dzieci Twoje i Twoich przyjaciół na raz zaczynają się drzeć burząc tą błogą atmosferę .
Twarze ludzi mówią jedno- Boże,jak dobrze ,że jesteśmy jeszcze tacy młodzi i wolni od tego typu zobowiązań ,a Ty marzysz  żeby zapaść się pod ziemię :)
Lecz poza tymi zabawnymi momentami podróżowanie z dziećmi jest fantastyczne ,nie siedzenie w zamkniętych ośrodkach z basenem i drinkami za free i ofertą all inclusive ,ale właśnie podróżowanie,z przygodami,przemieszczaniem się od miejsca do miejsca, ,przepierkami umazanych czekoladą ciuchów w drodze,nieważne gdzie, czy po białostockim czy po Afryce  i niech mi nikt nie mówi ,że małe dzieci nic z tego nie zapamiętają,bo to jest taki banał na własne usprawiedliwienie swoich lęków przed wyprawą.

E- jak no właśnie trudno mi znaleźć skojarzenie odpowiednie z tym krajem ,a raczej z kilkoma zaledwie jego obliczami.
Może e jak efekciarstwo-kompletnie tego nie dostrzegłam ,bardziej bym była skłonna doszukiwać się tej cechy u Włochów,Francuzów,ba- nawet w ospałych z lekka Grekach ,ale Chorwaci ,zwłaszcza Ci 'wyspiarscy" zdają się kompletnie to olewać i żyć po swojemu i chyba jest im obojętne czy robią na kimś wrażenie czy nie.Chorwaci z którymi mieliśmy do czynienia byli bardzo mili,pomocni,choć bez przesadnej wylewności i ugrzecznienia, które czasem może być odebrane za nieszczere.
Myślę,że klimat robi swoje,komu przy takim upale chciałoby się odgrywać jakieś role :)

F- jak figi ,które zadziwiły nas swoim smakiem. Świeże prosto z drzewa smakują zupełnie inaczej niż,te kandyzowane,które kupujemy do ciast  przed świętami .Czy lepiej ?Wg mnie nie. Udało nam się również kupić figi suszone,pomarszczone na zewnątrz, w środku bardzo słodkie i ciągnące.
Były pyszne,choć jedząc je ogarnęły mnie jakieś patriotyczne myśli o przewadze śliwki dąbrowickiej nad spożywanym egzotycznym owocem.
F -jak frutti di mare,osobiście uwielbiam i chyba mam  to wypisane na czole bo mili właściciele  wszystkich lokalnych knajpek czyli tzw. konob, serwowali mi największe okazy krewet ,ośmiorniczek i langust. Nawet widok wpatrzonych we mnie martwych oczu nie wywołał poczucia winy.Ot atawistyczne odruchy i prawo dżungli...cdn.

16 komentarzy:

  1. Upajam się waszym udanym wypadem. No, może bez tego na "FY". Niestety, ciągle nie mogę się przemóc do tych "czarnych oczu" :-)
    Uściski poranne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczy czornyje,oczy strasnyje.... i priekrasnyje ........mniam mniam :) cha,cha buziaki

      Usuń
  2. innymi słowy Dalmacja to raj dla żerców wszystkożerców!!! czyli i dla mnie :) to musiały być pyszne wakacje :)
    a co do dzieci i podroży... nie straszne nam! co prawda na razie po naszej ojczyźnie ale i ileś set km pokonujemy a nasze pociechy razem z nami, i nie mogę doczekać się kolejnego pakowania i drogi późna nocą. Czy to góry, czy Mazury brniemy w przygodę cała rodzinką. Choć i sceny nam Córcia robi a Syncio potrafi zasikać się na początku podroży tak, że nie wiadomo co z nim zrobić aż do jej końca. Córcia już świadoma całkiem lubi jeździć z nami i cieszy się pomagając w pakowaniu. Chce poznawać nowe miejsca tak jak i my i to jest cudowne choć czy radością czy czasem złością potrafi zakłócić kontemplowanie danego miejsca szczególnie gdy cisza i spokój dookoła a ona gada, bo buzie zamyka tylko śpiąc :)
    Piękne te Twoje pocztówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a już myślałam,że tylko moje dzieci mają tą "funkcję" czasoumilaczy :)
      Marianko ten post jest zdecydowanie z myślą o Tobie,mam nadzieję ,że się zorientowałaś :)

      Usuń
    2. TAK!!! domyśliłam się :) dziękuję bardzo :D

      Usuń
  3. Gady na własnej piersi wyhodowane - jak pięknie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Madziulka co Ty nam za pięknoty pokazujesz :) szalona kobieto. Ja właśnie miałam taki wypad we dwoje z moim m i powiem Tobie szczerze,że bywało różnie hahahaahha. buźka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. O jej, wracają wspomnienia! Magda! chyba zaraz się zwolnię z pracy i pojadę tam:-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Madziko!!!
    Popieram! Nie zostawiam Ludzika wyjezdzajac gdziekolwiek, choc rzeczywiscie bywaja, zaznaczam: BYWAJA momenty, gdy mam ochote WKLEPAC Go w jakas zewnetrzna sciane zabytkowej kamieniczki w tym momencie wlasnie mijanej i...pozostawic Go tam jako....stiuk??? Element plaskorzezby???? Ale zaraz sie skladam w sobie i ciagne umazane lodami czekoladowymi, marudzace, ba: Wrzeszczace(!!!) moje "MALENSTWO" i ciesze sie jak durna, ze ze mna jest:-)))) Nie moglabym - dosadnie rzecz ujmujac - wygrzewac dupy z moim eM patrzac na bawiace sie obok w piachu umazane dziecko w wieku mojego Filipka...Przeplynelabym chyba wplaw do domu jeszcze tego samego dnia:(
    Witaj w klubie milosnikow frutti di mare:-)))))) Ostatnio chyba przesadzilam....Wystarczy mi do maja...? Czerwca...? 2013 ;-)))
    Buziaki Kochana!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale cudnie... Lubię opowieści jedzeniowe ;-)) I miałam nadzieję, że na F będzie o figach - uwielbiaaam świeże z kozim serem!!!
    Podróze z dziećmi mają jednak głęboki sens i niepowtarzalny- hehe;-)) -urok ;-) bo jaka to by była frajda być bez nich?? A zobaczysz, jak się fajnie podróżuje z DUŻYMI dziećmi ;-)
    Ściskam czule, Madziku!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś,w jakimś węgierskim miasteczku, siedziałam przy stoliczku czekając na kawę wściekła jak nie wiem co już nie pamiętam... na dziecię któreś czy Małża. Buzowało we mnie jak jasna cholera, ale nie przypuszczałam, że tak to było po mnie widać. Dopiero na zdjęciach, które mi ktoś zrobił widać "mord w oczach". Że też te oczy nie mogą kłamać... Podobne spojrzenie znajduję na zdjęciu numer cztery i nawet nie wiesz jak mnie to pociesza... że nie tylko ja...
    A jedzonko smakowicie wygląda z talerza (znaczy...na talerzu) ;)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj tak dzieci potrafią ,,umilić,,wypady wakacyjne:)z wiecznie niezadowoloną miną heh
    Ściskam
    M

    OdpowiedzUsuń
  11. Madzika ja uwielbiam Twoje teksty;))) Ciekawe o czym dyskutowałyście z córą? była to chyba poważna dysputa widać po gestach;)Co do frutti di mare- powolutku drobnymi kroczkami się przekonuję, ale te martwe oczy wpatrujące się we mnie, zawsze jakoś mnie odrzucają, pozdrawiam, Żania

    OdpowiedzUsuń